Zloty i spotkania
autor: Amator ; zdjęcia: Shogun, Amator
Antyzlot W-wa - Lublin 2008

Powstał taki dość spontaniczny plan aby przeżyć fajnie pierwszy długi weekend majowy. Nie wszyscy planowali tegoroczne Spring Open na Pomorzu ... więc trochę kombinacji i w kilka Fordów postanowiliśmy polecieć w przeciwnym kierunku ... aby tam przywitać wiosnę ;D

cz.I W-wa

Na początku odbyła się impreza integracyjna, gdzie w dość ciekawym otoczeniu rozegraliśmy mecz siatkówki. Zaraz poi zmierzchu odpalone zostało ognicho celem regeneracji organizmów po wysiłku ;))) Listy obecności nie bardzo pamiętam dokładnie ...

Cz. II Wyjazd

Następnego dnia start w stronę Lublina. Skład: Taunus TC III Gryzie i Grześki, Granada MK2 Ponuraki i Samy, Capri III Shoguny, Taunus TC I Amatory (czyli my) i Kaśka.

Po drodze zahaczyliśmy o Czersk, pobujaliśmy się nieco po zamku, pocykaliśmy foty itd.

Potem zrobiliśmy też rundkę po Przyczułku Magnuszewskim. Pbawiliśmy się armatkami i różnym sprzętem ... ogólnie było wesoło ;D

Gdzieś tak w połowie drogi lekko padły mi hamulce. I tu podziękowania dla Gryzia i Ponuraka za naprawę przewodu. Potem Gryziom opuścił się wydech ... ale tylko na chwilę ;)

I tak w wesołej atmosferze dotarliśmy do Lublina, gdzie w roli gospodarza przywitał nas MrG wraz z małżonką i szwagrem - Kowalem - oraz Rozjechany jako reszta Fordziarzy, który przybył z południa ;) Odwiedziła nas także Wojdatowa rodzinka.

cz. III Lublin

Oczywiście na początku obżarliśmy się w jakiejś podlubelskiej karczmie, że mało nie popękaliśmy. Potem, po instalacji w domkach w ośrodku Graf Marina odpaliliśmy tradycyjne ognisko integracyjne. Przy śpiewach i muzyce upłynął nam czas do rana.

Następnego dnia MrG zabrał nas na oględziny Lublina. To miasto ma niepowtarzalny urok ... aczkolwiek niemniejszy urok miała też czeska piwnica ze swoim czeskim piwkiem ;))) Oczywiście wieczór upłynął na tradycyjnych już śpiewach przy ogniu.

Ostatni dzień to już luźne zwiedzanie okolicy. Do ciekawych pomysłów można zaliczyć też wizytę w najbliższym komisariacie, gdzie całą grupą zgłosiliśmy się na badania alkomatem ;D

cz. IV Powrót

No i przyszedł czas pożegnań ;))) ... MrG z familią odprowadził nas jeszcze do Kazimierza, gdzie przeprawiliśmy nasze Fordki na drugi brzeg promem.

Powrotna droga była nie mniej skomlikowana niż ta do Lublina. Tym razem kolega Shogun na chwilę stracił linkę od sprzęgła w Capriku, a Ponuraki co chwila traciły prąd w Grandzi. Ale w końcu dotarliśmy do chat, dzięki czemu mogę napisać tą relację ;)

Było bardzo wesoło i myślę, że to dopiero początek wypraw Fordowych na Lubelszczyznę.